Sierpień już za pasam, tak jak i wakacje. Czas na kolejny odcinek "Spinel Poleca". Tak samo jak w poprzednim miesiącu, film, gra i krótka subiektywna opinia.
HORROR
Tytuł: Dead Silence (2007) Reżyseria: James Wan Scenariusz: James Wan, Leight whannell Gatunek: Horror Ocena:8.0
Młoda para do mieszkania otrzymuje tajemniczą paczkę. Po rozpakowaniu
jej okazuje się, że w środku znajduje się kukła, która po chwili
rozprzestrzenia zło i dość w makabryczny sposób zabija żonę głównego
bohatera. Polica podejrzewa młodego mężczyznę, więc ten jak najszybciej
próbuje odkryć prawdę o klątwie, którą dzierżyła owa laka.
Mimo, że za kamerą stali producenci słynnej "piły" to nie spodziewajcie
się krwawych efektów gore i flaków na ekranie. Dead Silcence jest
horrorem z krwi kości i jednym z nielicznych współczesnych produkcji na
których można się przestraszyć. Twardo stoi na swoich standardach i
ujawnia aspekty z lat 80-tych. Boisz się lalek, kukiełek? Dead Silence
odbuduje na nowo u ciebie pojęcie strach...
Film opowiada historie pewnego człowieka, który z niewiadomych przyczyn
trafia do więzienia. Po 15 latach wychodzi na wolność. Teraz chce się
dowiedzieć dlaczego tam trafił i dokonać zemsty na odpowiednich
ludziach. Ma na to tylko 5 dni...
Jeden z najbardziej wyróżniających się filmów azjatyckich. Fabuła może
nie zaskakuje, ale z początku do końca coraz bardziej się rozwija.
Muzyka w filmie robi duże wrażenia, która została skomponowana przez
Yeong-wook Jo. Powiem krótko jeden z najlepszych Koreańskich filmów,
obok których nie można przejść obojętnie. Nie brakuje mocnych i krwawych
scen, typowe dla azjatyckiego kina. Najbardziej wyrafinowana zemsta w historia kina.
W małym nad morskim miasteczku, podczas odbywania rytuału doszło do tragicznego wydarzenia. Całe miasteczko pokryła gęsta mgła, woda zmieniła się w kolor krwi, a wszyscy mieszkańcy zmienili się w zombie. Grupa obcych sobie ludzi, spróbuje wydostać się z tego przeklętego miejsca.
Podczas grania, będziemy wcielać się na przemian jedną z wielu postaci jaką oferują nam twórcy. Wszystkie wątki fabularne bohaterów będą przeplatać się w grze, a my mamy za zadanie przetrwać w tym nietypowym miejscu poprzez unikanie opętanych ludzi, chowanie się w kryjówkach i jak najwięcej unikać walki bezpośredniej z wrogiem, pomagać nam będzie w tym tak zwany nietypowy podgląd, na którym popatrzmy oczami wroga. Forbiedan Siren jest typowym survivalem, horrorem, pozbawionym jakichkolwiek elementów gier akcji, na którym można się solidnie przestraszyć. Wszystko przyprawione bardzo specyficzną, przytłaczającą ścieżką dźwiękową, a w tle słychać wycie nadmorskich syren.
Otym
iż horror jest najbardziej podatnym gatunkiem filmowym na treść,
przekonaliśmy się już nie jeden raz. Jednym z najbardziej
kontrowersyjnych nurtów w kinowej grozy jest podgatunek filmów zwanym "Cannibal".
Ze względu na ogromną popularność tego gatunku, filmy te doczekały się
nawet osobnej kategorii w kinowej grozy. Kto zapoczątkował modę na
Kanibale w świecie horrorów? Czym się różnią od innych horrorów? No i
wreszcie, jakie tytuły z tego podgatunku warto obejrzeć? Zapraszam do
świata krwiożerczych plemion i setek indiańskich kobiet nabitych na
drewniany pal...
Fakt, iż każdy kraj w czymś się "specjalizuje" udawadniałem nie raz.
Hiszpańskie horrory są głównie o duchach i nawiedzonych miejscach ("Oczy Julii", "Sierociniec", "Apartament"). Japońskie z kolei przedstawiają ponurą sylwetkę, długowłosej dziewczynki która lubi sobie postraszyć po życiu (seria "Ju on", "The Ring"). Francuskie kino grozy obfituje w hektolitry krwi, a główną role gra zazwyczaj młoda kobieta ("Najście", "Froniere(s)" , "Blady Strach").
Także i "Makaroniarze" nie gęsi, swoje horrory mają. I o dziwo nie jest
to tylko twórczość genialnego Argento i fantastycznego L. Fulciego.
Gdzieś tam w cieniu narodził się inny gatunek, a spłodził go pewien pan
który nie odczuwa najmniejszej skruchy przy zabijaniu zwierząt...
Głośne początki
Wszystko nie dzieje się przez przypadek. Kiedy na ekranach kin wchodził najnowszy film Braina De Palmy "Carrie"
(i inne gore z początku lat 80), mocny horror opowiadający o nastolatce
ze zdolnościami paranormalnymi, tymczasem we Włoszech pewien reżyser,
wpadł na pomysł by połączyć horror gore z elementami paradokumentu.
Zebrał nie małą ekipę i wyruszył do malowniczej Kolumbii by nakręcić
horror który odmieni na zawsze oblicze gatunku.
Początkowo film nosił nazwę "Green Inferno" jednak sławę zdobył jako "Cannibal Holocaust" (W Polsce znany jako "Nadzy i rozszarpani").
Akcja filmu przenosi widza raz do studia filmowego w Nowym Jorku gdzie
są pokazane przerażające taśmy z wyprawy, a raz do tropikalnej dżungli
gdzieś w Amazonce, gdzie młodzi naukowcy chcą nakręcić dokument o
tamtejszych plemionach. Oba wątki są ściśle ze sobą powiązane. Film
odniósł wielki sukces (choć do dziś w wielu krajach niestety zakazany)
ale w Japonii przeszedł do historii, jako jeden z najlepiej
zarabiających filmów. Choć do dziś uznawany przez fanów gore (w tym
także mnie) jako film kultowy, do dnia dzisiejszego wiszą nad tą
produkcją nie małe kontrowersje..
Kontrowersyjnie
Reżyserem obrazu był włoski filmowiec Rugero Deodanto.
Postawiono mu zarzuty, za nielegalne zabijanie zwierząt w puszczy
amazońskiej. Film, nie tylko przez zwierzątka stał się zakazany. Pewna
scena wywołała prawdziwą burze. Jest to scena z nabitą kobieta na wysoki
drewniany pal. Była ona tak realistyczna, że krytycy obawiali się, że
ta aktorka naprawdę zginęła w filmie. Ponadto błotna orgia z udziałem
miejscowej ludności do dziś wywołuje burze. Choć kontrowersyjne to
przede wszystkim kultowo. Powyższe wymienione sceny do dziś zapisały się
na liście jako najbardziej kultowe sceny w historii kina. Wracając
jednak do zwierząt. W filmie na potrzeby kręcenia zabito żółwia,
jaguara, jaszczurkę i dwie małpy (w rzeczywistości małpka miała być
jedna, ale reżyserowi nie wyszło ujęcie...)Na forach internetowych
poświęconym horrorom - wielu userów nosi sygnaturę z podpisem "...nie płakałem za żółwiem w Cannibal Holocaust",
bowiem był to na prawdę przykry widok (kto oglądał ten wie) Sam Ruger
Deodento musiał nie raz udawadniać, że aktorzy grający w filmie
rzeczywiście żyją, bo sceny były tak realistyczne że krytycy mieli
wątpliwości.
Wypadało by napisać coś o samym reżyserze. Rugger Deodato, urodził się 7
maja 1939 na obrzeżach Rzymu. Razem ze swoim przyjacielem Lorenzo -
znając jego pasje do filmu, namówił go na współprace. Rugger pracował
jako kierownik przy serii "Al: Ultimo minuto".
Jego najgłośniejszym filmem stał się Cannibal Holocaust, po którym
reżyser został skazany na karę pozbawienia wolności i grzywnę za
zabijanie zwierząt. Obecnie żyje w Rzymie i planuje nakręcenie dalszej
części Kannibalistycznego Holokaustu. Z tego miejsca pozdrawiamy...
Inne Filmy
CH stał się kultowy. A Ruggerowi było wciąż mało. Sam film zapoczątkował
modę na "Kannibale", stając się jednocześnie rozpoznawaną ikoną
Włoskiego kina. Na kolejny film Deodenta, fani musieli czekać jeszcze
dwa lata. Tym czasem pewien mało znany reżyser podjął się próby
"ożywienia" Kannibali. Tak w 1980 r. powstał "Cannibal Apokalypse",
w którym kanibalizm jest przenoszony jako... wirus. Film jest tak
denny, że czasem wstydzę się być fanem horroru. Totalnie głupi i
bezmózgi. Niskobudżetowy i cholernie nudny.
Jednak już w 1981 z pomocą przychodzi Umberto Lenzi. Kolejny raz tworząc kultowy w tym nurcie obraz, pt "Cannibal Ferox".
Tym razem poświęcono tylko jaszczurkę. Film był kolejnym "objawem"
fascynacji włoskich twórców daleko idącym nurtem horrorów o kannibalach.
Tym razem opowiada on o młodych studentach z Nowego jorku, którzy chcą
obalić mit, iż w Amazońskich dżunglach żyją tylko "łagodne plemiona".
Jak później widz dowiaduje się, nasze ukochane studentki nieco się
pomyliły. Film do cna obrzydliwy i chory, ale robi wrażenie, ukazując
młodych ludzi w dramatycznej sytuacji przeciwko głodnych kannibalom.
Świetna ukazana dramaturgia która na stałe przeszła do krwiobiegu
kinowego Gore. Znów mamy realistyczne sceny mordów i wątków. Choć
momentami sztuczny, ostudził spragnionych wówczas fanów kinowej
eksplatacji kanibalów.
Na sequel Ferox'a trzeba było czekając do 1985, rok później zagościł do kin kolejny film Deonato. Był to sequel świetnego "Cannibal Holocaust".
Sequl CH przeszedł bez większego echa, m.in dlatego że był porostu
marny. Jedynym plusem była całkiem nieźle ukazane sceny gore (ale tym
nas raczej już przyzwyczaili twórcy filmów o Kanibalach). Ponadto w
filmie(moim zdaniem na siłę) wciśnięto wątek miłosny pomiędzy tubylcem a
główną bohaterką. Widocznie już w 1986 r. nasz sadystyczny reżyser
nabrał trochę siwych włosów i sam już nie wiedział co kręci.
W późniejszych latach pojawiły się takie produkcje jak:
CANNIBAL TERROR (1981) - całkiem niezły, lecz tylko pod względem wizualnym,
całość nudzi.
CANNIBAL HOOKERS (1987) - film miał potencjał. Ale to tylko pozory. Produkcja
nie warta uwagi.
CANNIBAL GIRLS (1973) - Solidniejsza, choć nieco odstająca od pierwowzorów.
Niezły humor i klimat.
Poza tym na VHS zaczęły pojawiały się
wiele produkcji raczej o charakterze pornograficznym, które z upływem
lat powstawały niczym grzyby po deszczu.
Współczesne filmy o Kannibalach
Cannibals (2010)
Czyli wielki powrót Rugger'a Deodato. Film ukazuje historie pewnego
profesora, który udaje się do ameryki południowej w celu zbadania
tamtejszych plemion. Wkrótce bohater odkrywa tam szczątki zaginionej
ekipy i setki pokrzywionych taśm filmowych, ukazujące ostatnie chwile z
życia młodych naukowców. Obraz stanowi bezpośredni remake kultowego już
"Ch". Współczesny podany na tacy odświeżony Cannibal Holocaust od
mistrza z przed lat. Warto się zagłębić w ten film, bowiem nawiązuje on
do znanej nam wszystkim klasyki. Film trudno zdobyć a na Filmwebie ma
niespełna 20 głosów. Mogło się wydawać, że Deodento tak głośno już nie
wszedł na współczesne ekrany kin.
Welcome to the Jungle (2007)
I znowu to samo. Grupa awanturników wyrusza (tym razem) na Nową Gwineę,
gdzie podobno zaginał dziedzic ogromnej fortuny. Zafascynowani tą
opowieścią, nasi bohaterowie wyruszą w głąb malowniczej dżungli . Jednak
oprócz upragnionego skarbu znajdują coś gorszego. Szczerze? Słaby!
Widać tu dużą inspiracje CH ale w rzeczywistości kroczy inną ścieżką.
Głupi pomysł i zrealizowanie. A motyw? chcecie naprawdę dobre filmy o
Kanibalach to jedynie te starsze...
Mało kto pamięta, gdy Cannibal Ferox
wyszedł na VHS wielu fanów gore w Polsce wciąż ukrywała że posiada
kopie, wówczas film był "ścigany" przez policje. Choć są to filmy
niesmaczne, brudne, perwersyjne, to sposób w jakim została ukazana
dramaturgia i realizm w poszczególnych filmach to absolutne mistrzostwo.
Czasem jak w telenoweli - były dobre i niestety słabe produkcje. Filmy
przedstawione w powyższym artykule jeszcze długo pozostaną inspiracją
dla wielu twórców horrorów. Mocne filmy dla ludzi o mocnych nerwach. Dla
każdego fana gore pozycje obowiązkowe.
Z góry dziękuje za przeczytanie i zapraszam do innych wpisów na moim blogu. Addio.
Tytuł: Prometeusz / Prometheus (2012) Reżyseria: Ridley Scott Scenariusz: Jon Spaihts, Damon Lindelof Gatunek: Horror, akcja, sc-fi
Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów w tym roku. Ridley Scott postanawia po 13 latach powrócić tam gdzie zaczęła się jego wielka kariera i to co potrafi robić najlepiej czyli kręcić scence faction. Fani Obcego i Łowcy Androidów mogą spać spokojnie. Ridley Scott powrócił do formy.
Zgasły światła, na nos założyłem okulary 3d. Po kilku zwiastunach najnowsze dzieło Scott'a właśnie się zaczęło...
Film obrazuje historię pasażerów tytułowego Prometeusza. Poszukując śladów pochodzenia gatunku ludzkiego natrafiają na nieznaną wcześniej planetę. Ekipa statku ma nadzieje, że to właśnie tutaj narodził się nasz gatunek.
Nie bez wątpienia film był oczekiwany zapartym tchem przez fanów Aliena, ponieważ wydarzenia które obrazują ideę Ridleya stanowią pewnym sensie odpowiedź na to co wydarzyło się przed pierwszą częścią Obcego. Widz pozna nie tylko pytanie skąd wzięli się nasi przodkowie, ale również jak narodziła się bezwzględna forma życia, która dosłownie spustoszyła załogę Elen Ripley w pierwszej części kultowej już produkcji.
Wszyscy pamiętamy klasykę kina s-f i kultową serię jaką zapoczątkował w 1979 roku Ridley Scott. Mam namysl oczywiście geniusz w swoim gatunku "Obcy: 8 pasażer Nostromo", który na stałe zapisał się w karty kina, a schematy jakie zapoczątkował twórca "Łowcy Androidów" do dziś są powielane przez wielu producentów i to nie tylko filmowych. Jeśli po sensie pierwszej części obcego drapaliście się po głowie, nie dając rady odpowiedzieć sobie na pytanie skąd wzięła się ta poza ziemska forma życia, to "Prometeusz" jest w dużej mierze odpowiedzią na to pytanie.
Wracając jednak do prequelu. Na początku film niczym, specjalnie nie zaskakuje, w oczy rzuca się tylko dobra gra aktorska, ale aplaus i brawa należą się przede wszystkim aktorce Noomi Rapace, która wcieliła się Elizabeth Shaw. Według mnie ona najbardziej wyróżniała się na tle innych aktorów i to oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Tym bardziej film dłużej trwa tym bardziej robi się ciekawie, lecz jednoczenie pojawiają się wiele innych pytań, na które odpowiedzi trzeba czekać aż na zakończenie filmu. Według mnie taka konwencja ze strony Ridleya Scotta jest jak najbardziej trafna, bo podczas seansu nie odczuwałem ani chwili znużenia, czy podobnego perfidnego uczucia.
Podczas filmu nie trzeba zapominać, że idea Ridleya nie była przypadkowa. Fabuła cały czas obraca się wokół dwóch najważniejszych pytań: Kto stworzył gatunek ludzki? I co wydarzyło się przed przybyciem załogowego statku Nostromo z Elen Ripley na czele. Podczas fabuły te pytania ze sobą się skrzyżują mając swój wspólny mianownik. I to wszystko co mam dopowiedzenia jeśli chodzi o główny wątek filmu. Nie chce zdradzać istotnych szczegółów fabularnych, bo przyjemność z oglądania stopniowo zmaleje, ale myślę, że to co wyżej przedstawiłem zachęci fanów Obcego jaki i Łowcy Androidów do obejrzenia tej produkcji.
Wypada by napisać coś o stronie technicznej filmu. A jak zwykle bywa w takich wysokobudżetowych filmach, to trzyma się nieźle. Jeśli spodziewacie się typowej papki amerykańskiej przepełnioną licznymi efektami specjalnymi i bez mózgich dialogów to będziecie zawiedzeni. Reżyserem nie jest Michael bay tylko Ridley Scott, więc Prometeusz funduje niezłą dawkę ambitnego kina ocierającą się o klasykę.
Za zdjęcia zabrał się Dariusz Wolski (tak to polak) więc ujęcia z kamery, jak i wszystkie filmu są wykonane perfekcyjnie. Nic dziwnego skoro ma na swoim koncie kilka statuetek Oscara. Ścieżka filmu może nie należy do oryginalnych, ale idealnie wpasuje się w gusta fanów kina sf jak i dreszczowców.
Za scenariusz zabrali się: Jon Spaihts, Damon Lindelof, wiec szału się nie spodziewajcie pod tym względem, ale nie jest źle w końcu na planie filmowym czuwał Ridley Scott, czyli pomysłodawca całej serii o alienie.
Czy film warty obejrzenia? Myślę, ze jak najbardziej. Po seansie z kina wyszedłem bardzo zadowolony a jak kiedyś wspominałem to bardzo lubię filmy o obcym, i obejrzałem wszystkie części (TAK miałem całą serie na kasecie VHS), wiec nie mogło być inaczej. Powiem krótko jeśli jesteś fanem obcego i Łowcy Androidów to w tym momencie zamów bilet do kina, bo jestem 100% pewny, że Ridley Scott trafi sedno Twojego gustu. Jeśli lubisz filmy scence faction, to Prometeusz jest również filmem jak najbardziej dla Ciebie. Myślę, że film mógłbym polecić każdemu (choć spodziewajcie się trochę mocnych scen tak jak to zwykle bywa w tej serii), ponieważ na tle tych gównianych komedii romantycznych i jakie zwykle puszczają w kinach to Prometeusz jest jednym z najciekawszych tytułów tego roku. Czas wnieść modły!
Witam Szanownych Czytelników. Mam dla Was pewną informację. Co miesiąc na moim bloogu, będzie pojawiać się dział "Spinel Poleca". Będzie on podzielony na trzy części mianowicie: Horror, Film, Gra. w każdej tej dziedzinie (wiem, że horror i filmy to samo, ale chce również dodawać krótki wpis nie związany z kinem grozy) będę umieszczać grę, którą warto zagrać oraz horror i film, którego warto zobaczyć, oraz moją subiektywną ocenę i krótką opinie. Mam nadzieje, że pomysł przypadnie Wam do gustu. :-)
LIPIEC 2012, Spinel poleca:
HORROR
Tytuł: Książę Ciemności / Prince of Darkness (1987) Reżyseria: John Carpenter Scenariusz: John Carpenter Gatunek: Horror Ocena:9.0
Nie dawno przeglądając półki natrafiłem właśnie na ten klasyk. Oglądałem go stosunkowo dawno, ale pomyślałem, że sobie go odświeżę. Film nikomu nie trzeba przedstawiać, szczególnie fanom twórczości Carpentena. Film zaczyna się niewinnie, a ma on być zapowiedzią post apokaliptycznej wizji reżysera. Grupa studentów wraz z księdzem odkrywają wielki zbiornik w kościele katolickim gdzieś na przedmieściach Los Angeles. Wkrótce odkrywają, że okoliczni mieszkańcy dziwnie się zachowują, a studenci wraz z księdzem Loomisem są świadkami przyjścia na świat Szatana w niezwykłej formie.
Co tu dużo mówić, horrorek trzyma w napięciu, a pomaga w tym dość specyficzna jak na lata 80-te muzyka. Fabuła zaskoczy widza nie raz, szczególnie dość szybkimi zwrotami akcji. Ogląda się ciekawie, choć nie przepadam za horrorami, które opierają się o sferę religijną, to ten o dziwo przypadł mi do gustu i co więcej ma go zamiar obejrzeć jeszcze wiele razy.
Wspominałem ostatnio o tej produkcji, która wyszła również z pod ręki J.J Abramsa, a została nakręcona w formie paradokumentu. Fabuła jest prosta: Przyjęcie w Nowym Jorku, podczas niego dochodzi do nie wyjaśnionych zjawisk, ziemia się trzęsie, a po mieście, które nigdy nie śpi, stąpa ogromna istota prawdopodobnie poza ziemskiego pochodzenia. Główny bohater nie czeka ani chwili dłużej i postanawia, że udokumentuje te zdarzenie. Fajnie się ogląda, trzyma w napięciu, choć zdarzają się momenty bardziej typowe dla twórczości Abramsa. Project: Monster kieruje do wszystkich widzów (bo jest dość luźnie przedstawiony), ale nie tych, którzy podczas oglądanie Hiszpańskiego fenomenu ( tak mam namyśl oczywiście [Rec]) zakręciło się w głowie.
GRĘ
Tytuł: Dead Island (2010) Producent: Techland Platforma: pc, xbox 360, ps 3 Gatunek: rpg, survival horror Ocena: 10.0
Śmiało moge wykrzyczeć, że to plolska gra, która odniosła sukces, i jestem z tego dumny. wiem, że dla niektórych może wydawać się to przesadnie, ale zadam do nich jedno pytanie: Która gra w tak efektowny sposób pokazuje system obrażeń na zombie?
Trafiamy na egzotyczną wyspę, mało ważne jak się nazywa (nie pamiętam już), ważne jest to co gracz doświadczy. Wybieramy jedną z czterech postaci, przypadku mnie wybór trafił na czarnucha, który gdy się wścieknie potrafi pięściami zmasakrować nawet dziesięciu truposzy na raz. I zaczynamy wyprawę po przepięknej wyspie która została opanowana przez głodnych, krwiożerczych zombie (i nie tylko). Grafika nie zaskakuje, pojawiają się liczne bugi,wolne ładowanie tekstur itp. Ale to jest mało ważne w przypadku, w którym możemy ciachać zombiaków ogromną kataną, a kończyny lecą na wszystkie strony, krew leje się strumieniami, a w oddali słychać przerażające odgłosy jeszcze żywych, znaczy się ocalałych ludzi. Prawda?
To tyle jeśli chodzi o ten Lipiec. Na kolejny wpis "Spinel Poleca" zapraszam dokładnie za miesiąc. Miłych Wakacji!
Odstawmy na razie krwawe i brutalne horrory na bok (choć w tym temacie będą miały swoje pięć minut), a zajmijmy się kinem nastrojowym, a konkretnie horrorami paradokumentalnymi.
Moda na horrory paradokumentalne zaczęła się dopiero w 1999 roku, kiedy na ekrany kin weszła tajemnicza produkcja o nazwie "Blair Witch project", ale o tym później. Jak pewnie się domyślacie horrory w formie paradokumentu są kręcone najczęściej jedną kamerą (kamera z ręki). Taka forma ma podkreślić na realistyczności danego obrazu, co spowodowało ,że horrory nastrojowe znów wróciły do formy. Niektóre produkcje, które stały się hitem paradokumentalnych horrorów bazowały na prostych schematach i robiły z widza w bambuko, dlaczego? Reżyserowie tych produkcji chcieli ,aby widza miał świadomość, że rzeczy dziejące się na ekranie wydarzyły się naprawdę. Pamiętacie słynną ściemę z Paranormal Activity i z Blair Witch Project? O tym również napisze w poniższym artykule poświęconym właśnie takim horrorom.
A więc kamera do ręki i akcja!
PRZEŁOM
Las, kilku młodych ludzi, legenda o wiedźmie z Blair i jedna kamera... Idealny schemat by stworzyć coś nowego, coś co przeraziłoby widzów na całym świecie, a do tego puścimy ściemę, że wydarzenia, które zarejestrowała kamera działy się na prawdę. Mamy hicior?
W 1999 roku na duże ekrany wkracza wówczas mało znana produkcja pt. "Blair Witch Project". Film opowiada o grupie młodych studenciaków, którzy postanowili zbadać legendę o słynnej wiedźmie z Blair. Wzięli ze sobą kamerę "szesnastkę", która miała wszystko rejestrować, jak się później okazuje również ostanie chwile z życia młodych śmiałków.
Reżyser Daniel Myrick, żeby przyciągnąć więcej widzów do kina zastosował typowy chwyt marketingowi. Wówczas wielu ludzi, którzy oglądali film w kinie mieli pełną świadomość, że faktycznie nagrania z filmu są autentyczne. Nie trwało to jednak zbyt długo, szybko się okazało, że Daniel Mirick użył podstępu, a jego film osiągnął sukces.
Czy jednak nadal warto sięgnąć po ten tytuł mimo, iż wiemy, że wydarzenia jakie zarejestrowała kamera to 100% fikcja? Według mnie tak. Sam obejrzałem film mając świadomość, że to totalna ściema, a mimo tego w odpowiednich warunkach, przy zgaszonym świetle nieźle się przestraszyłem. Produkcja Myrickiego ma drugie dno. Film ukazuje realizm jaki nigdy dotąd nie miał żaden horror.
NAWIEDZONY DOM
Kolejny film, który odniósł sukces poprzez znów wykorzystany chwyt marketingowy, jest chyba wszystkim znany obraz Orena Peli"Paranormal Activity".
Nakręcony dosłownie za kilka dolarów film, który odniósł nie wyobrażalny sukces, lecz powiedzmy sobie szczerze gdyby nie historyjka którą wymyślił Peli, film na pewno nie byłby tak znany.
Młoda para Micah i Katie podejrzewa, iż ich przytulny dom nawiedza duch. Postanawiają zamontować w niektórych pomieszczeniach monitoring, aby przekonać się czy ich podejrzenia się sprawdzą. wkrótce nie mogą uwierzyć własnym oczom.
Paranormal Activity uważam jednak za arcydzieło pod kilkoma względami. Mimo iż Oren Peli okazał się oszustem to za niewielki budżet nakręcić coś, co przestraszyło widzów na całym świecie. Film obejrzany w odpowiednich warunkach naprawdę może przestraszyć, nawet jak się ma pełną świadomość, że to niezła ściema.
HISZPAŃSKIE ZŁO
Dowodem na to, że horrory kręcone w formie paradokumentu, który stanowi 100% fikcji bez nie potrzebnego kłamstwa jest Hiszpański fenomen [Rec].
Ekipa lokalnej telewizji towarzyszy brygadzie strażaków w ich nocnym dyżurze. Po chwili otrzymują nietypowe zlecenie. W pewnej kamienicy mieszkańcy zachowują się agresywnie i gryzą jednego z strażaków. Rozpoczyna się krwawy koszmar, a wszystko rejestruje kamera.
Cały film jest kręcony jedną kamerą, to utożsamia nas z tym, że możemy się poczuć jak byśmy byli tam na prawdę. [Rec] jest pozbawiony jakichkolwiek ścieżek dźwiękowych, czy soundtracków, to dodaje filmowi jeszcze większego realizmu i niepowtarzalnego klimat. Zakończenie dosłownie wgniata w fotel.
Nic dziwnego, że po sukcesie jakim odnieśli hiszpańscy filmowcy Jaume Balagueró i Paco Plaza powstały dwie kontynuacje, a nawet czwarta część jest zapowiedziana na 2013 rok. Jeśli chcecie porządnego kopa w tyłek na nocne seanse [Rec] jest pozycją obowiązkową. Polecam również "dwójkę". Amerykańską wersje " Kwarantanna" omijać szerokim łukiem.
ROMERO I JEDNA KAMERA
George A. Romero uważany jak twórca zombie movies postanowił oddalić się od typowych schematów jakie dotąd reprezentowały ze sobą horrory o żywych trupach. Moda na paradokumentalne horrory przeszła w stan rozkwitu, a w kinach w 2007 roku ukazuje się najnowsze dzieło Romera.
Studenci szkoły filmowej relacjonują za pomocą jednej kamery wydarzenia jakie nachodzą cały świat. Nie znany wirus zamienia martwych ludzi, chodzące żywe trupy. Młodzi ludzie postanawiają to wszystko udokumentować.
Tak krotko i zwięźle można opisać tą produkcje. Brzmi trochę banalnie, lecz cały film nie jest już taki prostacki jakby mógł się wydawać. Drażni gra aktorska, pozbawiona jakichkolwiek uczuć, ale to jedyny minus jaki zauważyłem. Niektórzy twierdzą, że to najgorszy film jaki dotąd stworzył Romero, ja jednak uważam inaczej. Twórca zombie movies nie tylko chce tym obrazem ukazać realizm, klimat itp. Ale film ma również drugie dno jakim jest przesłanie. Fanatycy Hiszpańskiego [Rec] powinni być zadowoleni po seansie.
NADZY I ROZSZARPANI
Na początku wspomniałem, że również krwawe horrory będą miały swoje pięć minut. Właśnie nadszedł ten moment. Choć trudno skojarzyć jednoznacznie gore, lub torture porn z horrorami paradokumentalnymi to jednak są produkcje które można zaliczyć właśnie do takich filmów. Jeden z nich i najbardziej zanym jest brutalny i kontrowersyjny obraz Włoskiego reżysera Ruggera Deaodata"Cannibal Holocaust".
Horror ten można podzielić na dwie części: Pierwszej wszystko oglądamy z perspektywy jednej kamery. Grupa ratowników i żołnierzy organizuje ekspedycje w głąby dżungli amazońskiej w poszukiwaniu zaginionych filmowców, którzy kręcili dokument na temat tutejszych kanibali. Natomiast w drugiej części przenosimy się do Nowego Jorku gdzie w studiu filmowym są oglądane szokujące taśmy z ekspedycji.
Nasuwa się pytanie: Co chciał udowodnić reżyser kręcąc film gore w formie dokumentu? W filmie, którym widz doświadczy szokujących scen mordów, gwałtów oraz obrzydzenia po przez dużą ilość krwi na ekranie.Odpowiedzi może być wiele, lecz niekoniecznie prawidłowych, zależy to w dużej mierze od widza. Pod uwagę na pewno trzeba brać realizm, choć o wiele w mniejszym stopniu co przedstawionych wyżej w filmach. To prawdopodobnie jedyny motyw jaki chciał zaprezentować Ruggero Deodato.
Jeśli ktoś szuka horrorów paradokumentalnych na których chce się przestraszyć to zdecydowanie nie powinien sięgnąć po Cannibal Holocaust. Natomiast dla widzów, którzy lubią kino grozy w formie paradokumentu i szukają czegoś mocniejszego to jak najbardziej mogę polecić to dzieło kontrowersyjnego Włoskiego reżysera.
TAŚMY PRAWDY (?)
Kolejny dość dobrze znany horror paradokumentalny ukazujący prawdopodobnie prawdę jest seria "Faces of Death". Napisałem prawdopodobnie, ponieważ w kolejnych częściach (oprócz pierwszej) reżyserowie odbiegli troszkę od wyznaczonej wcześniej ścieżki i postanowili wyreżyserować kilka znaczących scenek. Co sprawia, że 20% filmu jest fikcją.
Dla przypomnienia: "Faces of Death" jest pełnometrażowym dokumentalnym mondo movies przestawiający prawdziwą śmierć. Cały film składa się z kilkunastu/kilkudziesięciu scenek na których pewien delikwent postanawia popełnić samobójstwo lub w pechowym stylu zakończyć swój żywot. Niestety późniejsze części (cała seria liczy sobie siedem części) odbiegają trochę od prawdy.
"Faces of Deaths" to zdecydowanie filmy dla osób o mocnych nerwach, jednak bardziej do polecenia dla "zjadaczy" modno movies, niż typowych fanatyków kina grozy, ponieważ ciężko dla typowego widza, który lubi oglądać horrory będzie przełknąć ten film (nie wspomnę już o całej serii). Napisałbym coś więcej na ten temat, ale musiałbym się rozpisywać o mondo movies, a to całkowicie osobny temat.
POTWÓR W NOWYM JORKU
Wiem, że dzieło J.J Abramsa nie należy zaliczać do horrorów, ale z racji tego, że ostatnio obejrzałem "Projekt: Monster", który został nakręcony "kamerą z ręki", postanowiłem podzielić się wrażeniami. A mianownik tych wszystkich wcześniej przedstawionych filmów jest ten sam.
Nowy Jork. Podczas przyjęcia pożegnalnego dochodzi do niewyjaśnionych zjawisk. Ziemia się trzęsie, a na horyzoncie widać kule ognia. Jeden z bohaterów postanawia udokumentować to nietypowe zjawisko. Jak się później okazuje coś wielkiego "buszuje" po wielkim mieście niszcząc wszystko na swojej drodze.
Od początku filmu można znaleźć typowe schematy jakimi się posługuje J.J Abrams. Film zalicza się bardziej do thrillerów, sf, ale posiada wiele nawiązań do filmów Stevena Spilberga. 'Projekt: Monster" posiada klimat, a jest to zasługa jednej kamery jaką posługuje się bohater, choć nie jest on tak wykorzystany jak w horrorach. "Projekt: Monster" jest konkretnym dziełem nie tylko do polecenia fanatykom kina grozy, ale dla wszystkich. Abrahams w sposób genialny utożsamiał nas z wydarzeniami dziejącymi się na ekranie. Podczas oglądania tego filmu można doświadczyć emocji, i wrażenia jakbyśmy właśnie dostali kamerę do ręki i zaczęli kręcić te niezwykłe wydarzenia dziejące się w Nowym Jorku.
Wszystkie filmy jakie przedstawiłem w tym artykule mogę polecić z czystym sumieniem. "Blair Witch Project" oraz "Paranormal Activity" nie jednego przestraszyły po przez ukazujący realizm w filmie. Natomiast "[Rec]" i "Kroniki żywych Trupów" (i wszystkie inne typu "Ostatni Egzorcyzm" itp). w niezwykły sposób utożsamiły nas z wydarzeniami dziejącymi się na ekranie. Realizm i wiarygodność, te dwa elementy wyróżniają horrory paradokumentalne na tle innych filmów. I to jest właśnie ten fenomen, który musi zasmakować każdy, kto przepada za filmami grozy.
Pyania do Was Szanowni Czytelnicy: Jakie horrory paradokumentalne spodobały się Wam najbardziej? Jakie moglibyście polecić innym? Odpowiedzi prosze umieszczać w komentarzach :)
Na koniec zostawiam Was samych z klimatyczną scenką żywcem wziętą z hiszpańskiego [Rec] 2:
W tym poście postaram się Wam ukazać czym różnią się Francuskie horrory
gore od Amerykańskich oraz jakie tytuły z Francuskiego kina warto
obejrzeć. Dowiecie się również o krótkiej definicji znaczenia słowa GORE
i co takie szczególnego jest w Francuskich krwawych produkcjach.
A zatem zapraszam do krwawej Francji...
GORE - Podgatunek horroru, który ma za zadanie w szczególności obrzydzić widza i jest przepełniony krwawymi scenami.
Jakoż, iż jestem fanatykiem krwawego kina grozy nie mogłem sobie
odpuścić francuskich horrorów dlaczego? Każdy kraj ma inną koncepcje
tworzenia horrorów, przykładowo Hiszpania preferuje w dużej mierze
horrory nastrojowe takie jak: [Rec], "Pokój dziecięcy", "Oczy Julii", "Sierociniec"
itp. Japońcy (i inne kraje azjatyckie) od zawsze chcieli przestraszyć
widzów za pomocą dziewczynki w ciemnych długi włosach co dało im niezły
sukces po takich tytułach jak "Klątwa", "The Ring" czy "Widmo". U Amerykanów popularnym gatunkiem horroru jest "Teen Slasher",
oraz kopiowanie popularnych horrorów. Ale mniejsza z tym, skupmy się w
dużej mierze na europejskim kinie, a konkretnie Francuskim.
Francuskie horrory już pod koniec XX wieku charakteryzowały się dużą
ilością krwi na ekranie, lecz to nie jest jedyna różnica, która
wyszczególnia ten gatunek od zachodnich krajów. W większości takich
filmach główną role gra aktorka. Poniżej przedstawię Wam znane tytuły
Francuskich horrorów, które po prostu trzeba zobaczyć, ale dla widzów o
mocnych nerwach, a tym bardziej żołądkach.
# FRONTIERE(S)
Pełen okrucieństwa horror o mrocznym klimatu poruszający ważny problem
dzisiejszego społeczeństwa. Fabuła filmu przenosi nas do Francji, gdzie
właśnie drugą turę wyborów prezydenckich wygrywa skrajna prawica.
Tymczasem grupa rabusiów cudem uchodzi z życia z zamieszek jakie miały
miejsca na ulicy. Szybko opuszczają miasto i wyruszają na prowincje. Po
kilku godzinach zatrzymują się w motelu, lecz zbyt późno przekonują się,
że obsługują go neo-naziści kanibale.
Fabuła filmu z początku niczym nie zaskakuje, jest prosta i nic w niej
nieszczególnego, ale gdy bardziej wczujemy się w film to im dłużej on
trwa tym bardziej robi się ciekawiej. Oczywiście Frontiere(s) jest
przepełniony licznymi efektami gore i to bez wątpienia jest największy
atut tej produkcji. Nacieszyć oko możemy oryginalnymi scenami zabijania,
i niekiedy bardzo realistycznymi. Krótko mówiąc krew tryska z ekranu
telewizora na każdym korku i tutaj można już zauważyć tą specyfikę
Francuskiego kina Gore. Wielki plus również za rolę Karina Testa, która w
tym filmie odegrała główną rolę.
"To nie jest film dla normalnych ludzi"
"Przy tym filmie wszystkie PIŁY to tępe narzędzia"
# BLADY STRACH
Praktycznie gdyby nie duża ilość efektów GORE film Alexandra Aji byłby typowym slasherem. I zauważcie, że tutaj podobnie jak w "Frontieru" tez główną role gra kobieta. Fabuła "Bladego strachu" w skrócie rysuje się tak:
Dwie przyjaciółki wyjeżdżają na wiejskie tereny Francji w celu pouczenia
się na ważne egzaminy z dala od miasta. Zatrzymują się u rodziców. Już w
pierwszej nocy do domu wkrada się tajemniczy mężczyzna, który w
brutalny sposób morduje członków rodziny, porywa koleżankę głównej
bohaterki, a ją samą oszczędza. Przerażona dziewczyna postanawia
uratować swoja przyjaciółkę. Na pozór mogło się wydawać, że fabuła nie
należy do oryginalnych, ale już tutaj warto napisać, że tak nie jest.
Ogólnie "Blady Strach" uważam za jednego z najlepszych horrorów
współczesnych jakich miałem okazje obejrzeć. Z początku byłem nastawiony
dość sceptycznie do tego horroru, ale szybko zmieniłem zdanie. Dodam
jeszcze, że zakończenie filmu jest genialne i jedno z najbardziej
charakterystycznych w kinie grozy. Polecam dla fanatyków krwawej jatki.
# MARTYRS
Kolejnym horrorem z którego dosłownie wylewa się krew jest "dzieło" Francuskiego reżysera Pascala Laugier'a pt "Martyrs: Skazani na strach".
Film opowiada historie pewnej młodej kobiety, która po tragicznych
przeżycia z przeszłości postanawia wraz ze swoją przyjaciółką wymierzyć
sprawiedliwość na pewnej rodzinie, która rzekomo stosowała okrutne
tortury gdy była dzieckiem. Już na samym początku widz jest świadkiem
dość krwawej masakry, a kolejne efekty gore pojawiają się sporadycznie
(przynajmniej są dość krwawe). Tak na prawdę Martyrs można podzielnic na
kilka podgatunków kina grozy, dlaczego? Ponieważ jedna z głównych
bohaterek filmu od dzieciństwa miewa przerażającą wizje. Od czasu do
czasu widzi demona, który nie pozwala zapomnieć o straszliwej
przeszłości, czyli francuzi również upatrzyli sobie wątek
"satanistyczny", co nadaje filmowi dość oryginalną koncepcje. Film nie
dla każdego, bo oprócz krwawych, brutalnych scen obraz Pascala
Laugier'a, działa również na psychikę, a potwierdza to dość dziwne
zakończenie.
"Przy tym filmie Hostel to dobranocka"
# NAJŚCIE
Kolejny horror prosto z Francji wart obejrzenia jest obraz Alexandra Bustillo "À l'intérieur".
Francja przede wszystkim słynie z dość krwawych efektów gore, a
odtwórczynią głównej roli jest kobieta. Nie inaczej jest w "Najściu".
Film rysuje się tak: Po stracie męża w wypadku samochodowym Sarah długo
nie może się pogodzić, ze śmiercią męża. Mimo, że minęło sporo czasu od
tej tragedii złe wspomnienia wciąż powracają. Wkrótce na świat ma
przyjść jej dziecko, ale z pozoru już prawie poukładane życie Sarah
psuje wizyta pewnej kobiety do jej domu. jak się okazuje jej życie
zmienia się w prawdziwy koszmar...
Fabuła brzmi bardziej na horror z elementami nastrojowymi, bądź bardziej
film psychologiczny, ale ja kto Francuzi nie zapomnieli o efektach
gore, może nie są ,aż tak brutalne jak wyżej wymienionych filmach, lecz
znajdą się takie, które spowodują obrzydzenie na wrażliwych widzach. Na
uwagę zasługuje świetna rola Alysson Paradis. Zakończenie tez niczego
sobie.
Wyżej wymienione filmy są tymi najbardziej popularnymi jeśli chodzi o
tematykę GORE. Poniżej podam jeszcze kilka tytułów mniej znanych
horrorków, gdzie fabuła trochę kuleje i nie są zbyt wybitnymi
"dziełami", lecz dla fanatyka krwawej jatki są pozycją obowiązkową:
#La Horde
- Prędzej można go zaliczyć do "Zombie Movies" z elementami gore, ale
jak ktoś szuka krwawej francuskiej produkcji z nie tylko opierającej się
na typowym schemacie "ktoś zabija" to film dla niego.
Reasumując najważniejsze cechy Francuskiego Gore:
# Główną role filmie gra kobieta,
# Duża ilość krwi,
# Zaskakujące zakończenie,
# Oparcie o sferę psychologiczną.
Dla każdego fanatyka Gore, Francja jest miejscem idealnym. Ja osobiście
nie mogłem sobie odpuścić tych wyżej wymienionych horrorów, większość z
nich przypadła mi do gustu i często do nich będę powracał. Na brawa
zasługują efekty gore, które są bardzo realistycznie wykonane, i są
wystarczająco krwawe by zaspokoić nawet niedzielnego fanatyka krwawej
jatki. Filmy te można również polecić osobą, które chcą obejrzeć dość
nie typowy horror z oryginalnymi wątkami. Krótko podsumowując polecam
Francuskie kino grozy!
P.S opinie proszę wyrażać w komentarzach,a zatem zapraszam do czytania i komentowania. :)
Z pewnością każdy z Was kojarzy choć trochę azjatyckie kino grozy. Odkąd
przemysł filmowy się narodził w raz z gatunkami, jesteśmy non stop
karmieni amerykańskimi filmami, które schematy znamy na pamięć. Tak samo
jest z horrorami. Amerykańskie kino grozy to nic innego jak znany
wszystkim schemat slashera, gdzie kilka małolatów ucieka przed obskurnym
mordercą. Azjaci idą nieco inną droga, uciekając od schematu. Japońscy
twórcy horrorów skrywają swych głowach, coś co dla przeciętnego
europejczyka jest niesmaczne. Jednak znajdą się osoby, które zawsze będą
oglądać wiele innych azjatyckich dziwactw, tylko po to by jak najdalej
uciec od amerykańskich rzeczywistości. I właśnie dla tej niewielkiej
grupy postanowiłem napisać ten artykuł...
Kobieta krzesło i niewinna dziewczynka
Azjatyckie kino grozy można podzielić na dwie kategorie. Mianowicie: Asian Extreme Gore
- czyli przepełnione krwią, dziwactwami, z gwałtami, niestrawne dla
europejczyka konwersjami horrory gore, powstające głownie w latach 70.
Oraz na tzw. Azjatyckie kino nastrojowe.
To stosunkowo nowy nurt w kinie azjatyckim. Mający na celu głównie
przestraszyć za "pomocą" ducha dziewczynki o długich, czarnych włosach.
Głównie ten drugi gatunek, amerykańscy twórcy przerabiają na swój. Ale
my wolimy oryginalne.
~ ACT | ~
NASTROJOWO
Zaczniemy jednak od horrorów nastrojowych. Postać niewinnej dziewczynki o
długich czarnych włosach pojawiła się w kultowym The Ringu Hideo
Nakaty. W efekcie powstało 3 części o tajemniczej taśmie wideo. Podczas
gdy straszliwa maszkara wychodziła z telewizora strasząc europejczyków,
amerykańscy twórcy zacierali rączki. Tak właśnie powstał nawyk,
świadczący o tym, że amerykanom brakowało pomysłów na dobry rodzimy
nastrojowy horror, wiec zapożyczali te azjatyckie.
The Ring (1998), Japonia
The Ring (2002), Usa
Ktoś powie, co oznaczać może postać tej dziewczynki? Niewinność, strach?
Co symbolizuje ta postać w danym azjatyckim horrorze nastrojowym? Po co
się pojawia i znika? Może dlatego by tylko przestraszyć? Okazuje się, że
na to pytanie odpowiedzieli już Tajlandczycy. Duch małej dziewczynki,
może pojawić się w celu np. zemsty, czy zadość uczynienia. Ktoś popełnił
błąd w przeszłość, nie daje mu spokoju, ciągle prześladuje go myślę, że
spieprzył, zawalił. Zaczyna mieć wizje. Widzi duchy, słyszy dziwne
odgłosy, aż w końcu pojawia się postać malej dziewczynki. Wyprodukowany w
2004 r. Tajlandzki Shutter Widmo,
to bez wątpienia arcydzieło w każdym calu. Fabuła filmu rysuję się w
ten sposób. Fotogram Tun zaczyna dostrzegać na swych fotografiach dziwne
smugi, później na wywołanych zdjęciach postać kobiety.
Mogę śmiało powiedzieć, że to najlepszy azjatycki horror jaki oglądałem.
Ale niby czemu? Przecież od powstania ringu w 1998 roku, jesteśmy już
raczej przyzwyczajenie do młodej niewiasty o długich czarnych włosach.
Jednak Shutterwidmo niesie ze sobą coś więcej. Potrafił przestraszyć w
klasycznym stylu, jednak ukazana dramaturgia i zarysy głównych
bohaterów doprowadzając widza do finału. Finału takiego, że może wielu
wgnieść w fotel, okazując się kim jest widmo dziewczynki prześladująca
głównych bohaterów. Hamburgerową wersję omijać z daleka.
Jeden z nielicznych i najbardziej znanych perełek azjatyckich horrorów jest seria "The Grudge- Klątwa".
Znana w Japonia pod nazwą "Ju on". Połączenie motywu nawiedzonego domu i
typowego azjatyckiego schematu "ducha" to strzał w dziesiątkę. W
szczególności polecam wersję z podtytułem Ju on, reszta to głównie efekt
współpracy japońskich twórców i amerykańskich scenarzystów. Wart
obejrzenia, w szczególności dwie pierwsze oryginalne Japońskie wersje,
są to bowiem nieliczne horrory na których można się przestraszyć.
Jak widać, azjatyckie kino nastrojowe istnieje pod jedną postacią, pod
postacią widma i ducha. Jednak są to zdecydowanie jedne z najlepszych
horrorów z tego pokroju. Azjatyckie kino nastrojowe będzie dla
niektórych wybawieniem, w szczególności dla tych którzy chcą się
naprawdę przestraszyć, a maja dość efektów gore i krwi. Amerykańskie
kino nastrojowe może straszyło kiedyś (wyjątkiem jest seria Paranormal
Activity), a azjatyckie horrory będą nadal i długo zapadną w pamięci
widza.
~ ACT || ~
ASIAN EXTREME GORE
Filmy Gore od zawsze były rozwiązaniem w amerykańskiej popkulturze.
Cieszyły się ogromną popularnością we wczesnych latach 70 i 80. Postało
wówczas wiele znaczących i kultowych horrorów gore, do dziś są one
wzorem dla przyszłych twórców. Jednak równomierne w tym samym
okresie na kontynencie azjatyckim także powstawały podobne produkcje. Dziś są one mało znane, i rzadko oglądane, jednak warto rzucić na nie
okiem...
Teoretycznie rzecz biorąc gore ma także swój podgatunek. Jest nim
Extreme Gore - jak sama nazwa wskazuje jest to specyficzna, ekstremalna
odmiana gatunku Gore, znalazła swoje zastosowanie głównie na kontynencie
azjatyckim. Scenarzyści na papier przelewają wiele dziwacznych,
niesmacznych myśli dla przeciętnego europejczyka. To co dla Japończyka
jest genialne, dla Amerykanina czy europejczyka może być niezrozumiałe. W
Japonii zajadą się non stopo sushi, w Europie ziemniakami i warzywami.
To co kręci Japończyków nie musi kręcić europejczyka. Tak samo jest w
Japońskich horrorach. Nasza kultura nie pozwala nawet na ułamek tego co
kręci Japończyków. W kulturze masowej Japonii często pojawia się motyw
gwałtów, brutalnych zbrodni i przeróżne perwersje, wynaturzenia, przy
których amerykańscy twórcy filmów mogli by się zarumienić. W głowie
Japończyka kryją się niespełnione erotyczne fantazje, dlatego taka
konwersja jest głównie przelana na scenariusz. Dlatego Gore w Japonii
przybrała taka dość specyficzna formę.
Większa część Japońskich Gore ma podłoże seksualne, ale nie wszystkie. Te
najbardziej kultowe i specyficzne, to produkcje ociekające krwią.
Uwzględniany przeze mnie wiele razy, brutalny cykl japońskich extreme
Gore "Guine Pig" to z pewnością
klasyk. Opowiadający o brutalnych metodach sprawdzania wytrzymałości
fizycznej i psychicznej ofiary, a w konkretniej młodej kobiety, która
została uprowadzona przez dziwacznego mężczyznę. Pozycja obowiązkowa dlatego, kto chce się zagłębiać w tego typu produkcje.
To że twórcy z Kraju kwitnącej wiśni mają bujną wyobraźnie, najlepiej się przekonać oglądając Tokyo Gore Police
- wizja końca świata według Japońskiego reżysera. Przyzwyczajenie do
wszelakich norm filmowych przeciętni widzowie, oglądając ten film mogą
doznać małego szoku. Jest tu bowiem wiele scen i zarysów nie
zrozumiałych dla europejskich widzów. Akcja filmu dzieje się w
niedalekiej przyszłości. Świat u schyłku demoralizacji, gdzie policja
zwyczajnie nie istnieje, poza tzw. Tokyjska Policją. Zadanie jest
proste, główną bohaterka filmu próbuje rozwikłać tajemniczą śmierć ojca,
przy okazji kopiąc tyłki zmutowanych dziwadeł. W filmie jest sporo
akcji przeplatanej kiczem i efektami gore. Trafimy m.in do burdelu gdzie
prostytutki przybrały postać krzesła, albo gdzie oficer policji lata na
wielkim strumieniu krwi. Dziwne co?
Wart uwagi jest również "Battle Royle".
Troszkę mądrzejszy, prowokujący japoński gore ocierający się o
survival. Bohaterami filmu jest pewna klasa, która jak co roku zostaje
wybrana przez rząd. Mają oni być wysłani na wyspę. Na miejscu każdy z
nich dostanie broń. Ktoś dostanie patelnie, ktoś wykałaczkę do uszu,
komuś trafi się rpg, innemu piła mechaniczna albo maczeta. Zasady tej
chorej gry są proste, musi wygrać tylko jedna osoba. Idealny film dla
tych którzy mają dość w szkole swojej klasy...
W podobnych klimatach polecam także "Klub Samobójców"
To by było na tyle. Azjatyckie kino grozy to bez wątpienia specyficzny
rodzaj kinematografii. Ktoś kto chce uciec od amerykańskich horrorów,
polecam takie kino. Każdy znajdzie coś dla siebie, ktoś kto lubi się po
bać sięgnie po kino nastrojowe, ktoś kto przepada za Gore polecam Japońskie
extremy. Choć wielu motywów nie zrozumiemy, i wydają się one zbyt dziwne
warto po takie filmy sięgać. Coś co jest kluczowe dla ich kultury
masowej, nie musi być dla nas. Bo po co codziennie na obiad wcinać
schabowego z kapustką i ziemniakami? Jak można sięgnąć po coś
orientalnego? No chociażby po te shusi...